To, że wyznaję islam, nie zmieni tego, że jestem Polką

Jestem Polka, jestem muzulmanka. Jestem u siebie.

„Marzę, by wszyscy patrzyli na mnie tak, jak robią to dzieci. Normalnie, bez uprzedzeń.”

Iza: wrocławianka, 34 lata, dwie córki (4 i 5 lat) i syn (8 lat). Pracuje jako graficzka projektowa. Dziewięć i pół roku temu przeszła na islam. A potem wyszła za mąż za Araba poznanego w Australii. Po ślubie przez półtora roku mieszkali w Libanie, od trzech lat żyją w Poznaniu. Mąż odradzał jej noszenie muzułmańskiej chusty. Bał się, że w Polsce to niebezpieczne. Ale ona się uparła. Siedem lat temu założyła hidżab.

Feministyczny Hidżab i spalone auto

-Chciałam to zrobić od razu, jak tylko przeszłam na islam, ale bałam się reakcji rodziców, przyjaciół. I społeczeństwa. Miałam podstawy. Kiedy przyjechaliśmy do Wrocławia, jeszcze zanim założyłam chustę, ktoś nam podpalił samochód. Do dziś pamiętam to uczucie przerażenia, gdy w środku nocy patrzyłam na buchające pod naszym oknem płomienie. Byłam wtedy w ciąży. Przez dwa lata w Polsce chodziłam z odkrytą głową. 

– A jednak się pani odważyła.

– Tak, ale dopiero wtedy, gdy pojechaliśmy z mężem odwiedzić rodzinę w Niemczech. Mieszkają w niewielkim mieście pod Frankfurtem. Tam żyje wielu muzułmanów, więc kiedy wyszłam tam na ulicę w hidżabie, nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi. I w nim już wróciłam do Polski.

– Dlaczego tak bardzo chciała pani założyć chustę? Tę chustę, którą Zachód traktuje jak symbol zniewolenia kobiet – dopytuję.

– Jak ubranie może zniewolić? To nie ubranie, ale stereotypy zniewalają. Dla mnie hidżab jest mocno feministyczny. Nie pozwalam innym mężczyznom cieszyć się swoim pięknem, blokuję im możliwość czerpania przyjemności seksualnej z patrzenia na mnie. Hidżab chroni też kobietę przed wykorzystywaniem jej ciała jako produktu, takiej przepustki do lepszych zarobków. Czyni kobietę dumną z powodu tego, kim jest, a nie jak wygląda. I wzmacnia wiarę. I siłę. Kobieta, która nosi w Polsce hidżab, musi być silna.

Iza opowiada, że jej fascynacja islamem właśnie od hidżabu się zaczęła. To stało się w Australii, w Sydney. Zaczęła tam naukę w college’u (biznes i informatyka) i szukała mieszkania do wynajęcia.

– Żeby wywrzeć dobre wrażenie, zrobiłam sobie mocny makijaż, elegancko się ubrałam. Tyle że to była dzielnica muzułmańska – wspomina. – Drzwi otworzył mężczyzna, wprowadził mnie do salonu. A tam zobaczyłam kobietę w czarnej chuście zakrytą od stóp do głów. Zamurowało mnie. I poczułam się bardzo nieswojo, że jestem tak wystrojona. Jej skromność mnie ujęła, spodobała mi się po prostu. Zamieszkałam w tej dzielnicy, poznałam wielu muzułmanów.

Chcę umrzeć jako muzułmanka

Wychowała się w katolicyzmie. Od dziecka wierzyła w jednego Boga – pod tym względem islam i chrześcijaństwo są do siebie podobne. Zaczęła czytać o islamie.

– W mojej głowie zrodziła się myśl, która nie dawała mi spokoju: „nie chcę umrzeć jako niemuzułmanka”. Bałam się, że nie zdążę. Po roku zdecydowałam się na konwersję – mówi.

A ja chcę zrozumieć dlaczego. Iza uważa, że to proste, że poczuła, że chce, że musi to zrobić.

– Muzułmańska koncepcja niepodzielnego Boga bardziej do mnie przemawiała niż chrześcijańska koncepcja Trójcy Świętej. Podobnie jak to, że w islamie nie ma pośredników między wierzącym a Bogiem, takich jak ksiądz w katolicyzmie. W islamie imam nie jest niezbędny – wyjaśnia. – Wiem, że trudno tę decyzję zrozumieć, ale tego nie da się wytłumaczyć, to się czuje w sercu. Na islam nie można przejść np. dla męża. To nie zadziała, potrzeba głębszej motywacji, by wytrwać w tej praktyce. – tłumaczy jeszcze.

Swojego męża, Libańczyka, poznała w Australii, w college’u. Pół roku po przejściu na islam wyszła za niego za mąż. Po skończeniu studiów razem z nim wróciła do Polski. Wtedy jeszcze z odkrytą głową.

– Burza włosów zawsze była moim znakiem rozpoznawczym – śmieje się Iza. – To zabawne, ale moja mama, gdy zdecydowałam się w końcu założyć hidżab, najbardziej żałowała, że już nie będzie mogła się chwalić koleżankom wspaniałą fryzurą córki.

Zdaje się, że konwersja córki była dla niej stosunkowo niewielkim problemem.

– Nie zaskoczyła jej. Rodziców przygotowałam, zaakceptowali mój wybór. A tata jest ze mnie wręcz dumny. I jest moim największym obrońcą. Walczy ze stereotypami typu „zięć jest dobry dla żony, póki są w Polsce; gdyby córka pojechała z nim do jego kraju, to dopiero by zobaczyła”. Mieszkaliśmy z mężem przez półtora roku w Libanie i nic się złego nie działo. Tato jako pogromca stereotypów ma w walce z nimi często zabawne doświadczenia. Kiedyś mój synek leżał w szpitalu. Mąż, który praktycznie na ten czas w nim zamieszkał, stanowił wielką atrakcję na oddziale dziecięcym. Był tam jedynym tatą i oczywiście jedynym Arabem. Pewna pani pracująca w szpitalu zapytała mojego tatę, jakim mężem jest jego zięć. Tata lubi żartować. Odpowiedział: „Ma jedną wadę. Nie pije alkoholu”.

– Skoro miała pani takie wsparcie bliskich, dlaczego tak bała się pani reakcji na hidżab? – pytam.

– Mam koleżankę, muzułmankę, samotną matkę, którą sąsiedzi groźbami zmusili do ściągnięcia chusty. Nie mieszka już w Polsce, nie wytrzymała. Inna straciła pracę po tym, jak przeszła na islam. W dniu, gdy przyszła w hidżabie, przenieśli ją do innego działu, żeby nie miała kontaktu z klientami, a potem ją zwolnili. Ostatecznie muszą ją przywrócić, wygrała sprawę w sądzie.

Teraz nawet słowo „Allah” budzi wrogość

Pytam, z czego jej zdaniem wynika takie, a nie inne postrzeganie muzułmanów. Odpowiada bez namysłu:

– Z niewiedzy. Kiedy zmieniłam adres zameldowania, poszłam do urzędu, żeby wyrobić sobie nowy dowód. Aby móc mieć zdjęcie w hidżabie, trzeba przedstawić zaświadczenie z meczetu, że należę do społeczności muzułmańskiej. Ale pani w urzędzie poinformowała mnie o tym słowami: „Musi pani przynieść zaświadczenie, że panią zmuszają do zasłaniania się”. Odpowiedziałam, że to mój wybór, że nikt mnie nie zmusza. Urzędniczka mnie przeprosiła.Inna historia. Jednego dnia koleżanka z pracy zwróciła się do męża: „Widziałam, że pana żona szła z tyłu z dziewczynkami, a pan z synem z przodu”. Założyła, że to świadczy o muzułmańskiej deprecjacji kobiet. A przecież jakbyśmy szli obok siebie, to zatarasowalibyśmy chodnik. Gdyby mąż nie miał ciemnej karnacji, a ja hidżabu, nikt nie zwróciłby uwagi na to, kto idzie pierwszy. Ale w Polsce, jak zresztą na całym świecie, stosuje się podwójne standardy. Jeśli chrześcijanin kogoś napadnie lub zabije, to media podają jedynie jego imię i nazwisko, bez wyznania. Natomiast, gdy dopuści się tego muzułmanin, od razu podkreśla się jego wiarę. I tak jak Hitler wtłaczał ludziom do głów, że Żydzi są podludźmi, tak teraz to samo robi się z muzułmanami. Nawet słowo „Allah” ma już wydźwięk negatywny, a przecież to po arabsku znaczy po prostu Bóg, chrześcijanie arabscy też mają w Biblii napisane „Allah”. Nie wiem, dokąd to zaprowadzi. Obawiam się, że za jakiś czas w porządku będzie zabijać muzułmanów. 

 A nie ma w tym również winy samych muzułmanów, że tak są postrzegani? – dopytuję.

– Oczywiście, że jest. Muzułmanie nie są idealni. Ale to nie jest kwestia islamu, tylko ludzi, którzy mylą religię z okrutną tradycją. Islam zabrania honorowych zabójstw, oblewania kwasem, obrzezania kobiet. Przecież jeśli muzułmanin pije alkohol, to nie oznacza to, że islam mu na to zezwala.

W sieci nienawiści

Iza prowadziła bloga. A nawet trzy blogi. Na założenie pierwszego namówiła ją przyjaciółka, której opowiadała o swoich doświadczeniach po przejściu na islam. Miała potrzebę wyrzucenia tego z siebie. Hejterów najbardziej oburzył post, w którym napisała, że jest Polką. – Wypisywali straszne rzeczy. Musiałam zablokować komentarze – mówi.

Drugi blog był teologiczny, o tym, czym jest islam. A trzeci grupowy – prowadziła go z czterema innymi muzułmankami. Odpowiadały na pytania ludzi na temat islamu w postaci postów.

Wszystkie były podparte hadisami, żeby było merytorycznie, rzetelnie. Zajmowało to bardzo dużo czasu. A ludzie i tak skupiali się jedynie na atakach, fala nienawiści była tak ogromna, że mniej więcej po roku zaprzestałyśmy prowadzenia bloga. Ale do dziś ludzie piszą na mojego prywatnego e-maila, oskarżają mnie, obrażają, każą się tłumaczyć za czyny innych muzułmanów – mówi z goryczą Iza. – Czasem boję się wyjść z domu. Jak czytam te agresywne komentarze, to wydaje mi się, że wszyscy mnie nienawidzą z powodu mojej wiary. A przecież to, że wyznaję islam, nie zmieni tego, że jestem Polką.

Twoja mama nie umie czytać

Ale kiedy Iza wyjdzie ze świata wirtualnego do realnego, to zazwyczaj spotyka ludzi normalnych, traktujących ją z szacunkiem.

– Kiedy mieszkałam przez ponad półtora roku w Libanie, nigdy mi się nie zdarzyło, aby ktoś się martwił, że zapomnę o modlitwie. A w Poznaniu, owszem – kiedy szłam ulicą, sąsiad krzyknął do mnie, że jest już południe (a więc, jak sądził, czas modlitwy). Listonosz, który mnie już zna, zanim zapuka do drzwi, najpierw dzwoni do bramy, żebym miała czas założyć hidżab. Wie, że w domu go zdejmuję. Jeśli zdarzają się negatywne reakcje, to zawsze ze strony kobiet.-Jakie na przykład? – dopytuję.– Wizyta u pediatry. Lekarka wypisała receptę, którą dałam córce do potrzymania. Córcia pyta: „Mamusiu, co tu jest napisane?”. A lekarka na to: „Twoja mama nie umie czytać, ale ty się kiedyś nauczysz”. Zamurowało mnie.Bywa też sporo zabawnych reakcji. Ludzie nagminnie biorą mnie za zakonnicę. No, chyba że wychodzę z dziećmi.Nie zliczę, ile razy ktoś mnie pytał o znajomość polskiego lub wyraził zachwyt, że tak dobrze władam tym językiem. A zdecydowanie nie wyglądam na Arabkę, mam jasną karnację. Czasami wynika to z troski, jak wtedy, gdy zapisywałam się na kurs prawa jazdy i pani w rejestracji upewniała się, czy mój polski jest wystarczająco dobry, bym sobie poradziła. Powiedziałam jej, że tak, bo przecież to taki łatwy język. Do tej pory nie wiem, czy domyśliła się, że jestem Polką.Bardzo krępujące jest to, że zawsze jesteśmy z mężem przez wszystkich obserwowani. Nieustannie. Tak jakby ludzie doszukiwali się w naszym zachowaniu dowodów na to, że mąż mnie źle traktuje. I gdy widzą, jak on pakuje i nosi zakupy, są zdziwieni. 

Modlitwa zamiast papierosa

Zastanawiam się, na ile trudniej jest jej przestrzegać nakazów islamu tu, w Polsce, gdzie ze świecą szukać kogoś, kto pości w ramadanie lub modli się pięć razy dziennie. Łatwiej było w Australii lub Libanie?

Post jest o tyle trudniejszy, że tu nie ma takiego poczucia wspólnoty jak np. w Libanie, gdy po zachodzie słońca wszyscy zasiadają do posiłku. I w Polsce w miesiącach letnich, na które przypada ramadan, dni są bardzo długie, trudno jest nic nie jeść i nie pić. A co do modlitwy, to porównajmy sobie z częstotliwością, z jaką wychodzimy na papierosa. Modlitwa zajmuje znacznie mniej czasu. – twierdzi Iza.

Nie jestem do końca przekonana. Na papierosa wychodzimy zwykle z kolegami z pracy, na balkon, przed budynek, nie trzeba dokonywać ablucji…

– Pomodlić się można niemal wszędzie, nawet na tym balkonie z palącymi. Mam koleżanki, które modliły się np. w przebieralni w centrum handlowym. Nie trzeba mieć dywanu modlitewnego, jedynie trzeba się modlić w kierunku Mekki. To też nie jest trudne, bo są np. specjalne aplikacje na komórkę. Kładzie się telefon na ziemi, a on pokazuje, w którą stronę należy się zwrócić. A czasami, np. w zimie, żeby dokonać ablucji, zamiast włosów wystarczy przetrzeć wodą chustę, a zamiast stóp buty lub skarpetki. Więc to jest tylko kwestia reakcji ludzi, np. żeby nie wzywali policji, widząc modlącego się muzułmanina, jak to zrobiła kiedyś pewna pani w pociągu…

Żeby wszyscy patrzyli jak dzieci

Iza wraz z mężem swoje dzieci też wychowują w islamie.

Nie sądzi pani, że narażacie je na problemy? Dorośli mogą sobie z nimi radzić, ale parolatki? – pytam.

– Z tym też wiązało się wiele obaw. Dzieciom mojej koleżanki muzułmanki przedszkolanki specjalnie podawały wieprzowinę. Ale w moim przedszkolu panie sprawdzają nawet jogurty, by nie było w nich żelatyny wieprzowej. W szkole syna też nikt nie ma problemu z tym, że jesteśmy muzułmanami. Martwiłam się, by dzieci nie dokuczały mojemu synowi, że wyglądam inaczej niż większość mam, więc zapytałam go, czy może wolałby, żebym nie nosiła chusty, a on na to: „Mamo, no co ty!”. Dzieci nie mają z takimi sprawami żadnego problemu.

Marzę, by wszyscy patrzyli na mnie tak, jak robią to dzieci. Normalnie, bez uprzedzeń.


Autorka: Agnieszka Rostkowska; Zrodlo: wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s