Mój dzień w Ramadanie

Ludzie mają różne upodobania i słabości. Jedni nie mogą żyć bez słodyczy, inni bez kawy. Mnie trudno wytrzymać bez herbaty. Uwielbiam! Co chyba widać po mojej półce – pudełka, pudełeczka, słoiczki, puszeczki; czarna, biała, zielona, czerwona, czyste lub z różnymi dodatkami, każda dobra – byle ciepła, świeżo po zaparzeniu i podana w mojej ulubionej filiżance, pita powolutku, w spokoju. Przy całodziennym zabieganiu, filiżanka herbaty jest formą relaksu, chwilą tylko dla siebie. Chwilą wyczekiwaną z utęsknieniem i często odwlekaną w czasie z powodu licznych obowiązków. Ale kiedy już nadejdzie – delektuję się swoim złocistym trunkiem jak tylko mogę. Chwała Bogu!

W ramadanie wszystko staje na głowie. Post od brzasku (na długo przed wschodem słońca) do zmierzchu wymaga od muzułmanów porzucenia jedzenia, picia, stosunków seksualnych, palenia jeśli kogoś wciągnął ten nałóg, choć nie powinien (jest to w islamie w najlepszym razie niemile widziane, inni uczeniu mówią, że całkowicie zabronione, ale cóż, ludzie są tylko ludźmi, miewają swoje słabości), a także innych rzeczy, jak złe uczynki, złość, kłamstwa, obgadywanie, plotkowanie, pusta gadanina itp. Tych ostatnich mamy się wystrzegać na co dzień, przez cały rok. W ramadanie szczególnie, gdyż jest to jednak nie tylko postrzegane jako coś złego, ale wręcz wpływa na post. Prorok (saws) powiedział: „Allah nie potrzebuje (nie zaakceptuje) postu tego, kto nie porzuci fałszywej mowy (kłamstw, obmowy, itp.) i złych uczynków” (Al-Buchari). Wydaje się – „to nic takiego”. Czy na pewno? Tak naprawdę chyba dopiero w ramadanie uświadamiamy sobie w pełni swoje słabości.

Przygotowania do ramadanu  rozpoczynają się na długo przed nim. Jak u wielu innych muzułmanów, tak i u nas w domu panowała radosna atmosfera, niecierpliwe wyczekiwanie i odliczanie dni, oczekiwanie na wieść – „zauważono nowy księżyc, zwiastujący początek tego pełnego błogosławieństw miesiąca”. W pokoju wisiały już balony, pory modlitw z zaznaczeniem godziny rozpoczęcia i zakończenia postu w poszczególnych dniach, kalendarz z cytatami z Koranu i hadisów na każdy dzień, sterta innych materiałów edukacyjnych, papierów, farb, klejów i innych rzeczy, by urozmaicać dzieciom każdy kolejny dzień ramadanu i uczyć. Starsze dzieci postanowiły, że też będą pościć, tyle że po śniadaniu (zjedzonym o normalnej porze, po właściwym przebudzeniu). I dobrze, nic w tym złego, dzieci z postu są zwolnione, podobnie jak chorzy, podróżujący i inne osoby, dla których post byłby szkodliwy lub bardzo trudny. A jeśli chcą próbować i się wprawiać – proszę bardzo. Nie ma nic przeciwko.

Pierwszy dzień postu – pełna ekscytacja. Mamy lato (przynajmniej według kalendarza, pogoda nie bardzo to potwierdza), więc dni długie. Post trwa ponad 18 godzin. Jednak intencja właściwa, mobilizacja pełna – jest dobrze. Choć jedzenia nie  za wiele (przejadanie się, szczególnie po całym dniu postu, nie jest ani mile widziane w islamie, ani dobre dla człowieka), wieczorny posiłek trwa długo, jako że jest to miły, rodzinny czas przy wspólnym stole. „Jeszcze tylko uprzątnę stół, pozmywam naczynia i będę mogła się napić HERBATY!”. Mycie naczyń – obudziło się dziecko, płacze. Idę uśpić raz jeszcze. Wracam po niemal godzinie (mały nie należy do dzieci łatwo zasypiających), ogarniam z grubsza kuchnię, wyprawiam dzieci do meczetu na modlitwy tarawih z tatą i… nie mam siły…  Jest już prawie północ, a rano wcześnie pobudka. W głowie tylko jedna myśl: „Chyba powinnam darować sobie dziś herbatę. Napiję się wody, pomodlę się i kładę się spać”. Chwila na modlitwy nocne w zaciszu domowym i sus do łóżka. Aby mieć szansę coś przekąsić rano – wszak „w suhur (posiłku przed brzaskiem) jest błogosławieństwo” – trzeba wstać przed trzecią. Gdyby zachciało się herbaty – sporo przed trzecią. Potem modlitwa, poranny dikr (wspominanie Boga), chwila na czytanie Koranu. Ledwo się człowiek położy z powrotem do łóżka, a już budzik dzwoni, czas wstawać, przygotować dziecko do szkoły. Poranna krzątanina w kuchni, szykowanie dziecku jedzenia, wyprawianie do szkoły i… wstaje najmłodszy maluch.

Dzień zaczyna się na dobre. Codzienne obowiązki plus realizowanie dodatkowych ramadanowych postanowień są bardzo absorbujące, nie ma za bardzo czasu na myślenie o jedzeniu. No dobrze, może poza obmyślaniem co przygotuje się na iftar (wieczorny posiłek po zakończeniu postu). W międzyczasie przygotowywanie posiłku jedynie dla maluszka. I pocieszająca myśl, „wieczorem będzie herbata!”. Po czym nadchodzi wieczór, człowiek je iftar, pije coś do tego, modli się, rozgląda się dokoła i nie wie od czego zacząć: czy od sprzątania ze stołu i mycia garów, czy też od powstrzymywania dzieci przed opróżnieniem całych zapasów słodyczy jakie są w domu, a może wypadałoby najpierw uśpić małego, który w ramadanie konsekwentnie odmawia pójścia spać wcześniej niż reszta rodziny, zaśnie tylko przy mamie, zaś pora zwyczajowego usypiania przypada na czas bezpośrednio przed iftarem, czyli czas największej krzątaniny w kuchni, gotowanie, odgrzewanie posiłków jeśli można było jakiś przygotować wcześniej, robienie sałatek, nakrywanie do stołu… częściowo odciąża mnie w tym reszta rodziny. Mimo wszystko nie jestem w stanie zostawić wszystkiego i iść usypiać małego. Tak więc niestety, to również przypada na czas po iftarze. Podobnie jak dopilnowanie, aby dzieci odpowiednio się przygotowały na wyjście z tatą do meczetu (jeśli zostają w domu – umyły zęby, przebrały się w piżamy, trzymały się z dala od komputera czy telewizora – w końcu muszą kiedyś spać), różne inne drobiazgi, a to oznacza krążenie po domu z jedną myślą – „jeszcze trochę i będę mogła usiąść, napić się swojej HERBATY, jak Bóg da”. No dobrze, jeśli starczy czasu i sił. Jednak znów okazuje się, że kiedy w końcu człowiek ma chwilę, musi wybrać – odrobina snu, czy zaparzanie i picie herbaty? I znów zadowalam się wodą. Podobnie jak dnia kolejnego. I następnego. I…W końcu nadchodzi dzień, kiedy pękłam: „Nie ma głupich! Dzisiaj MUSZĘ ją mieć!” Sytuacja wieczorem – jak co dzień. Zrobiłam wszystko, by lepiej tą wieczorną krzątaninę zorganizować. Niestety, przy dzieciach wszelkie plany biorą w łeb. Wychodzi jak co dzień. Z jedną małą różnicą: dziś ZAPARZAM  sobie herbatę! „Tylko uśpię małego i wrócę się napić”.

Wyjęłam dzbanek z podgrzewaczem, herbatkę zaparzyłam, przelałam do dzbanka, poszłam uśpić synka i… obudził mnie mąż, już na samą modlitwę  fadżr. Bieg na dół, może jeszcze zdążę ją wypić? Szybkie spojrzenie na zegarek – jednak nie… za późno… nawet na wodę… Czas modlitwy porannej już nastał. To będzie dłuuugi dzień. Bez śniadania, nawet bez wypicia czegokolwiek poza literatką soku do kolacji dnia poprzedniego. Rano rozmowa z bliską osobą z rodziny, nie będącą muzułmanką, podczas której wspomniałam o tęsknocie za herbatą. Jak można było się spodziewać – nie zrozumiała. „A bo ja nie wiem po co to. Bóg nie każe ludziom się głodzić. Wymyślacie”. Nie każe? Dowody stanowią inaczej.

„O wy, którzy wierzycie. Jest wam przepisany post, tak jak został przepisany przed tymi, którzy byli przed wami – być może będziecie bogobojni.” (Koran, 2:183)

wpid-screenshots_2015-06-28-18-46-41.jpg

I nie uważam, że jest to coś strasznego, przykry obowiązek, bezsensowna głodówka, tortura czy jakkolwiek jeszcze może być postrzegany przez osoby postronne.

Post, mimo iż długi, mija dosyć łatwo jak na tak długie dni. Może dzięki właściwej intencji i ekscytacji. Raczej cieszy zamiast męczyć. Czasem człowiek się zapomni i – jak to człowiek, istota grzeszna – coś go zirytuje. Jednak suchość w ustach i uczucie głodu skutecznie przypominają nam o poście, o jego celu, o wytycznych. Jest to „hamulec bezpieczeństwa”. Działa. Złość mija zanim człowiek da się jej ponieść, łatwiej jest zachować kontrolę nad swoimi czynami, słowami, myślami, nad swoimi słabościami i pragnieniami. I co by nie mówić, naprawdę pomaga zrozumieć ludzi biednych, którzy głodni i spragnieni chodzą z przymusu, nie z wyboru.

W ramadanie staramy się robić znacznie więcej dobrych uczynków niż poza tym miesiącem, szczególnie, że jest to wówczas łatwiejsze. Przekłada się to na zachowanie. Człowiek stara się być lepszym, więcej z siebie dawać, więcej czasu poświęcać na to, co przybliża go do Boga. Tak post w ramadanie wygląda z perspektywy człowieka, który podejmuje się go dobrowolnie, z miłości do Boga, z odpowiednią intencją, jako wypełnienie jednego z filarów islamu, będąc świadomym jakie wymogi niesie za sobą post. Bo przecież gdyby nie to, byłaby to jedynie zwykła głodówka. Jednak post, przy zachowaniu wszystkich wytycznych i dużej samokontroli, w połączeniu ze zwiększoną ilością dobrych uczynków, modlitw, wspominania Boga itd., nabiera zupełnie innego znaczenia. Inaczej się go również odczuwa. Nie zrozumie tego ten, kto choć raz pościć („po islamsku”) nie spróbował.

Czy jest łatwo? W sumie i tak, i nie. „Tak” – w sensie „sprawia mi to radość, ze jestem w stanie podołać, mam ogromną satysfakcję i nadzieję na nagrodę w życiu przyszłym”. „Nie”, gdyż wcale nie oznacza to, że nie odczuwam głodu, nie miałabym ochoty sięgnąć po coś dobrego – zwłaszcza gdy coś smacznego się gdzieś zobaczy. W brzuchu burczy, w ustach sucho, dni długie, noce krótkie, czasu mało, snu prawie wcale, no i brak herbaty… Co jak co, ale herbaty NAPRAWDĘ mi brakuje.

Jednak – pomimo trudności – satysfakcja jest dużo większa. Poczucie, że wypełnia się wolę Boga, że daje się z siebie wiele, że jest się w stanie tak bardzo kontrolować, naprawdę podbudowuje. Daje też nadzieję na „lepsze jutro” – w życiu przyszłym. Wszak „osoba poszcząca ma dwa momenty radości: jeden, kiedy kończy swój post, i drugi, kiedy spotyka swego Pana” (Buchari, Muslim). Jak bardzo będzie się człowiek wówczas cieszył – możemy sobie wyobrazić czytając co obiecał Bóg poszczącym. Może dlatego post jest tak Bogu miły, że nie jest jak inne akty czci, które możemy wykonywać jedynie na pokaz.

Osobie mające tendencję do hipokryzji łatwiej jest publicznie zrobić coś dobrego, powiedzieć parę wzniosłych słów, wręczyć pieniądze biednemu, czy nawet wykonać parę skłonów i pokłonów (bo modlitwą tego nazwać nie można jeśli w sercu odpowiedniej intencji brak), aniżeli głodzić się cały długi dzień bez powodu i potrzeby, bo tym byłoby powstrzymywanie się od jedzenia (i innych zabronionych podczas postu rzeczy) bez odpowiedniej intencji.

„Nagroda za uczynki zależy od intencji; każdej osobie zostanie odpłacone stosownie do tego, co zamierzała”. (Buchari, Muslim).

To dlatego nawet pozornie dobre czyny i akty czci mogą być przyczyną naszej zguby w Dniu Sądu, ze względu na niewłaściwą intencję, która przemienia je w potępiane przez Boga akty hipokryzji.

Tak że intencja jest tu kluczem. Nie tylko umożliwia otrzymanie nagrody za nasz wysiłek, ale też jest tym, co ułatwia nam wypełnianie postu i zwiększenie ilości innych aktów czci, pomimo zmęczenia. Odpowiednia intencja mobilizuje, sprawia, że mamy satysfakcję z tego, co robimy, jak też i wpływa na nasze nastawienie do życia i innych ludzi w czasie postu. Przeistacza go z męczącej głodówki we wspaniały czas. Sprawia, że nawet takie „kiedy w końcu napiję się swojej herbaty” jest raczej marzeniem (wygląda na to, iż niedoścignionym) niż narzekaniem. Czyż to nie wspaniałe?

Chwała Bogu za ramadan!

 „Wszelkie uczynki dzieci Adama są dla nich, z wyjątkiem postu, który jest dla Mnie (Boga) i Ja za niego nagrodzę” (Buchari, Muslim).

Autorka: M.M.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s